niedziela, 13 października 2013

Szkoda, ale nic się nie stało

Wszystko wskazuje na to, że Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostaje na stanowisku prezydenta Warszawy. Z praktycznego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia. Za rok są wybory, a komisarza i tak wyznaczałby Tusk. Wielka szkoda jednak, że się nie udało, bo odwołanie to miałoby wymiar symboliczny.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, jak mało który polski polityk po 1989 roku, symbolizuje butę władzy, bezczelność, arogancję, niekompetencję i nieliczenie się z ludźmi. Gdyby udało się spełnić wymóg frekwencji, już do końca swych dni miałaby w CV wpis: "jedyny prezydent Warszawy odwołany przed końcem kadencji w drodze referendum". Nie ukrywam, że kompromitacja aroganckiej pani prezydent niezwykle ucieszyłaby mnie. Stanowiłoby to namacalny dowód, że lud Warszawy nie daje sobą pomiatać.

Nie podzielam natomiast poglądów, jakoby dopiero niedoszły sukces referendalny miał się stać początkiem końca PO, zwiastunem klęski tej partii w wyborach parlamentarnych. Platforma i tak się sypie. I skuteczna obrona Gronkiewicz-Waltz być może pogorszy jej sytuację, wzbudzi jeszcze większy gniew społeczny. Platforma na czele z premierem znów się skompromitowała, znów pokazała swoją bezczelność i arogancję. Nie to, żebym był wielkim zwolennikiem demokracji, ale akurat głupawy Tusk zawsze nawoływał do udziału w wszelkich wyborach i "spełniania obywatelskiego obowiązku", a dziś dziwnym trafem nie. Ciekawe, jaką retorykę zastosuje przed wyborami parlamentarnymi i kto go posłucha. Bo tylko bardzo wysoka frekwencja może uratować PO przed totalnym zdominowaniem przez PIS. Choć, moim zdaniem, cokolwiek się stanie i tak partia Kaczyńskiego samodzielnie zdobędzie większość.

A propos PIS-u. To ta partia jest chyba odpowiedzialna za to, że ostatecznie nie udało się przekroczyć progu frekwencji. Oczywistym jest, że mnóstwo ludzi, którzy chętnie przyłączyliby się do akcji obywatelskiej, nie chciało brać udział w przedsięwzięciu partyjnym. A PIS w ostatnich dniach niemal całkowicie zawłaszczył całą inicjatywę. Zawsze tak było, że inicjatywa obywatelska budzi w przeciętnym wyborcy znacznie korzystniejsze skojarzenia niż partyjna, a PIS ma już wprost wyjątkową zdolność do zniechęcania ludzi do opowiadania się przeciwko obecnej bandzie rządzącej.

Odwołanie Gronkiewicz-Waltz na pewno byłoby optymistycznym sygnałem, ale życie warszawiaków przecież nie zmieniłoby się już od jutrzejszego ranka. A klika o nazwie PO i tak się sypie. Co się odwlecze, to nie uciecze. Na ich miejsce przyjdzie PIS, który będzie trochę mniej kradł. Nic się nie stało. 

1 komentarz: