W miniony weekend obejrzałem sobie trochę piłki hiszpańskiej i utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że dawno już nie było tak słabej Barcelony i tak słabego Realu. Ciężko się zresztą temu dziwić, biorąc pod uwagę to, jak oba kluby spożytkowały letnie okienko transferowe. Na razie weźmy pod lupę poczynania Królewskich, a niebawem powinien ukazać się również tekst poświęcony blaugranie.
Transfer Bale'a na Estadio Santiago Bernabeu, przy całej swojej medialnej otoczce, tak naprawdę mija się z celem. Walijczyk i Cristiano Ronaldo będą sobie tylko przeszkadzać. Ciężko znaleźć miejsce w jednej drużynie dla dwóch skrzydłowych, którzy jak najczęściej chcą dostawać piłkę, pociągnąć z nią kilkanaście metrów, zejść do środka, uderzać z niemal każdej pozycji. Pomijam tu już fakt, że Walijczyk po prostu nie jest wart sumy, jaką za niego zapłacono.
Zdecydowanie pospieszono się też z transferem Illarramendiego. Wychowanek Realu Sociedad to utalentoany gracz, z pewnością stanie się w przyszłości bardzo solidnym defensywnym pomocnikiem, ale kilka tygodni później, za dwa razy niższą kwotę, był do wzięcia niejaki Kondogbia z Sevilli, który za dwa lata, proszę sobie te słowa zapamiętać, będzie najlepszym piwotem na świecie. Gość trafił ostatecznie do Monaco. Za dwa lata, chcąc go sprowadzić, trzeba będzie wyłożyć z 60 milionów euro.
Błędem jest również pozbycie się Ozila, nawet biorąc pod uwagę sumę, jaką za niego uzyskano. Reprezentant Niemiec to absolutny światowy top na swojej pozycji. Okay, Isco świetnie wystartował, ale skąd pewność, że równie znakomicie będzie się prezentował w meczach ze znacznie silniejszymi rywalami? A przecież trzeba też uwzględniać możliwość kontuzji Hiszpana, dla którego jedyną alternatywą jest obecnie Modrić.
Królewscy rozpoczynają kolejny sezon bez napastnika na
miarę takiego klubu. 130 milionów euro, jakie wydano na całkowicie
zbędny duet Bale - Illarramendi, to kapitał, za który spokojnie można
było pozyskać kogoś z trójki Falcao - Suarez - Lewandowski, najbardziej
pasowałby ten ostatni, i zostałoby jeszcze kupę szmalu na jakiegoś
stopera i bocznego obrońcę.
Osobiście znalazłbym miejsce w podstawowej jedenastce i dla Isco, i dla Ozila. Reprezentant Niemiec byłby ustawiony bliżej prawego skrzydła, często schodziłby do środka, zostawiając miejsce dla ofensywnie usposobionego bocznego obrońcy. Duet Isco - Ozil zdecydowanie stanowiłby godną konkurencją dla barcelońskiej dwójki Xavi - Iniesta. Lewe skrzydło nominalnie należałoby oczywiście do Cristiano Ronaldo. Za plecami tego tercetu grałby Xabi Alonso/Modrić i Khedira/Kondogbia, a przed nim napastnik ze wspomnianej w poprzednim akapicie trójki Falcao - Suarez - Lewandowski.
Wróćmy do rzeczywistości, w pierwszych meczach sezonu Real gra strasznie chaotycznie. Wiadomo, że
żadna drużyna nie funkcjonuje znakomicie, gdy zmienia się trener, ale
często można wówczas dostrzec jakiś pomysł na grę, który nie funkcjonuje jeszcze
dobrze, ale widać, w jakim kierunku będzie to szło. Co chce grać Real Ancelottiego? Na razie ciężko orzec.
Wiele wskazuje na to, że w bieżącym sezonie Primera Division będziemy obserwować wyścig słabnących potęg, które i tak zakończą rozgrywki z ogromną przewagą nad resztą ligowej stawki. Taka ta liga już jest.
Dobry tekst!!
OdpowiedzUsuńwww.gaming-coast.com