Nastały takie czasy, że psycholog, wsiadając do taksówki, śmiało może zwrócić się do kierowcy legendarnym tekstem Józefa Oleksego: "Gdziekolwiek. Wszędzie mnie potrzebują". Tu spalił się dom, tam ktoś zginął w wypadku samochodowym, ten nie może spać, tamten boi się latać samolotem, jeszcze innego stresują wystąpienia publiczne. I tak dalej, i tak dalej. Przyjedzie psycholog, porozmawia, wszystkie problemy znikną, świat stanie się piękniejszy. Jakie to proste, nie? Ciekaw jestem, czy jakikolwiek człowiek, wybierając się na psychoterapię albo wysyłając psychologa w jakiejś miejsce, zastanowił się choć przez chwilę i zadał sobie w duchu fundamentalne pytanie: Kim jest ten człowiek, że miałby tu pomóc? Cudotwórcą?
Wiara w cudowną moc psychologii prowadzi nieraz do sytuacji wręcz groteskowych. Kurwa, przecież to jest śmieszne, że dwudziestokilkuletnia dziewczyna, która wie o życiu tyle, ile wyczytała u Paulo Coelho albo pod obrazkami na Kwejku, ma cokolwiek radzić weteranowi wojennemu. Przykłady można mnożyć. W jaki sposób świeżo upieczony absolwent psychologii, dla którego największym stresem w życiu był egzamin ze statystyki w sesji poprawkowej, ma niby pomóc komuś, kto codziennie odpowiada za życie i zdrowie swoich podwładnych? Inna sytuacja. Przyjeżdża psycholog, aby spotkać się z rodziną, której właśnie spalił się dom. I co ma niby tym ludziom powiedzieć? Wymyśli coś, co nie przyszłoby do głowy każdemu, choćby trochę ogarniętemu, człowiekowi? Jakie znaczenie mają tu pięcioletnie studia, przyswojone formułki, koncepcje, teorie, zdane egzaminy i piątkowa praca magisterska? Albo znowuż: niby czemu psycholog miałby poinformować rodzinę o śmierci kogoś bliskiego "lepiej" niż ktokolwiek inny? Przecież to jakiś absurd i do wniosku takiego dojdzie chyba każdy, kto zastanowi się choć przez moment nad tym, nad czym masy przechodzą do porządku dziennego. Tak się przyjęło, tak już jest. Taka moda - można powiedzieć.
Tak, korzystanie z pomocy psychologa stało się po prostu modne. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że jest to w dobrym guście, świadczy o czyjejś nowoczesności. "Wiesz, miałam taki problem, nie mogłam sobie z tym poradzić, i wtedy Halinka, wiesz, córka pani Bożenki z warzywniaka, dała mi numer do psychoterapeuty. Sama też podobno kiedyś do niego chodziła. I, wiesz, ten pan..." Coś mi się wydaje, że gdyby ten pan wyjął wahadełko i kazał pacjentce liczyć do osiemnastu, to też znalazłoby się to w relacji. Ze śmiertelną powagą.
Zaraz ktoś zakrzyknie: Nieprawda. Kuzyn kolegi brata był kiedyś u psychologa i ten naprawdę mu pomógł. Możliwe. Absolutnie nie przeczę. Bo psycholog, oprócz tego, że jest psychologiem, może być też przecież po prostu mądrym, doświadczonym człowiekiem. I tu dochodzimy do sedna niniejszego wykładu. Dobrym psychologiem może być każdy, niezależnie od tego, czy legitymuje się jakimkolwiek dyplomem. Świetnych psychoterapeutów znajdziemy i wśród tych po studiach, i wśród tych bez tytułu magistra. Nie przesądzam, w której grupie jest ich większy procent. Podejrzewam, że rozkłada się to równomiernie, bo niby czemu miałoby być inaczej? Studia - same w sobie - nikogo dobrym psychologiem przecież nie uczynią. Liczy się przede wszystkim przenikliwość, umiejętność obserwacji, słuchania i zadawania pytań oraz to, co samemu się przeżyło, widziało, przeczytało, zrozumiało.
Tak więc, Szanowny Czytelniku, jeśli kiedykolwiek będziesz miał zamiar udać się do psychologa, najpierw dobrze się zastanów, czy naprawdę nie ma w Twoim otoczeniu kogoś w miarę kumatego, kogo mógłbyś zapytać o zdanie, poradzić się. Nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego ten człowiek miałby powiedzieć Ci coś głupszego i mniej przydatnego niż dyplomowany psycholog. A jeszcze wcześniej najlepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rozwiązanie mojego "problemu" w ogóle leży w gestii i mocy jakiegokolwiek innego człowieka: psychologa, księdza, przyjaciela...? "Nie mogę się uczyć" - no i co ma Ci ktoś powiedzieć? To zacznij się uczyć. Jesteś leniwy. "Boję się latać". To nie lataj. Albo lataj i się bój. Myślisz, że terapeuta sprawi, że bez najmniejszych obaw wsiądziesz na pokład samolotu? Jeśli ktokolwiek twierdzi, że psycholog pomógł mu w takiej sytuacji, to stało się tak chyba tylko dzięki niezachwianej wierze w moc psychologii. Ponoć chory też może wyzdrowieć, jeśli napije się wody, którą bierze za niezwykle skuteczne lekarstwo. Tak powiadają. Ewentualnie mógł trafić na wyjątkowo mądrego i przenikliwego człowieka, ale osobiście nie znam mędrca, który potrafiłby zapanować nad czyimiś obawami.
Świat bez psychologów, jako się rzekło, absolutnie nie zawaliłby się. Ich zadania, w naturalny sposób, spadłyby na wszystkich kumatych ludzi. Przecież obecnie każdy z nas i tak jest po części psychologiem w swoim otoczeniu. A ci, którzy są dobrymi fachowcami, a przy okazji mają też ogromną wiedzę teoretyczną, przecież nadal mogliby, wprawdzie już darmowo, spełniać swoje role. Chociaż nie, najlepszym regulatorem zawsze jest rynek. Gdyby ktoś chciał za takie usługi płacić, to czemu nie? Zwłaszcza, że część z nich być może naprawdę warta jest niemałych pieniędzy.
Moda na psychologię pojawiła się na świecie stosunkowo niedawno. Można się zastanawiać, czy ulegnie prawidłom mody ze świata show biznesu czy okaże się jednak znacznie trwalsza. Jeśli chodzi o moje zdanie, to jej lata świetności ustaną zapewne, gdy europejskie społeczeństwa staną w obliczu naprawdę poważnych problemów, egzystencjalnych w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wojna, głód... Wtedy raczej nikt nie będzie biadolił, że boi się latać i nie może wybrać się na wczasy na Hawaje.
P.S. Zapraszam do komentowania. Od wczoraj komentarze można pisać również "z anonima".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz