sobota, 14 września 2013

Odezwa do socjalistów

Dwa dni temu obejrzałem sobie rozmowę Janusza Korwina-Mikke i Piotra Ikonowicza, która miała miejsce w programie "TAK czy NIE", w naprędce zorganizowanym przed Sejmem plenerowym studiu Polsat News. Na pierwszy rzut oka świetny kabaret, porównywalny z telewizyjnymi występami Wałęsy i Niesiołowskiego, ale tak naprawdę obraz mocno przygnębiający. Ikonowicz, głosem natchnionego wiesza, wykrzykuje populistyczne hasełka i inne socjalistyczne dyrdymały, oczyma wyobraźni widzi chyba siebie na barykadach, a otaczający plenerowe studio demonstranci wiwatują. Korwin-Mikke praktycznie nie jest w stanie dojść do głosu. Ledwie zdoła sformułować dwa zdania, a wieszcz mu przerywa. Nie jest niegrzeczny, nie atakuje swego rozmówcy, nie oskarża i nie wyzywa, po prostu święcie wierzy w swoje racje. I wrzeszczy. Ciągle wrzeszczy. A tłum patrzy na niego z uznaniem, z szacunkiem. Oto prawy człowiek, nasz obrońca.

Szkoda mi tych ludzi. Są pełni determinacji, przekonani, że walczą w słusznej sprawie, sprzeciwiają złemu rządowi, a nie rozumieją, że tak naprawdę grają do jednej bramki z Donaldem Tuskiem i koalicją rządzącą. Tłum sprzed Sejmu, jakkolwiek stałemu odbiorcy mediów głównego nurtu ciężko będzie w to uwierzyć, walczy o coś, co jest w interesie rządzących. Nie żal mi Piotra Ikonowicza, bo akurat on zapewne wiąże koniec z końcem bez większych problemów, więc może sobie pozwolić na błądzenie po ślepych zaułkach socjalizmu, wysuwanie bezmyślnych tez i postulatów. Jego wyznawcy już niekoniecznie. Ale do rzeczy.

Wywalczenie podwyżki przez demonstrujących, ustalenie płacy minimalnej jest rządowi na rękę. Dlaczego? To zupełnie oczywiste. Im więcej zarobi krzykacz sprzed Sejmu, tym więcej kasy wpadnie też rządowi. Sprawa wygląda mniej więcej tak, że na Wiejskiej zebrała się spora grupa ludzi, aby zadeklarować, iż chcą oddawać tym u władzy nie 10, a 20 złotych. To nie pracodawca, a rząd, okradający obywateli przy pomocy podatków i przymusowych składek, jest winny temu, że ci ludzie nie zawsze mają z czego żyć. Niby jest to ekonomiczny elementarz, czemu więc tłum sprzed Sejmu nie protestuje przeciwko kuriozalnym podatkom, wyższym niż wiadomo gdzie i kiedy, tylko domaga się czegoś, co złodziejom u władzy też jest ma rękę?

Kolejna rzecz - istota płacy minimalnej. Oczywistym jest, że jej wprowadzenie to znakomity środek na zwiększenie bezrobocia i uderzy w tych najbiedniejszych, najsłabiej wykwalifikowanych pracowników. Zobrazujmy to banalnym przykładem. Jest sobie dwóch ludzi z wykształceniem i umiejętnościami takimi, że teoretycznie nie ma dla nich pracy w tym kraju. Znalazł się jednak ktoś, kto zechciał ich zatrudnić do wykonywania jakiejś najprostszej pracy, płacąc im powiedzmy po 1000 złotych miesięcznie. Co się dzieje w momencie, gdy płaca minimalna zostanie ustalona na poziomie 2000? Jeśli ktoś myśli, że obaj dostaną stuprocentową podwyżkę, to się myli. Wylecą na zbity pysk, a w ich miejsce zostanie zatrudniony ktoś bardziej kumaty. Płaca minimalna sprawi, że wszyscy ci, których praca nie będzie warta tej stawki, zostaną pozbawieni środków do życia. W istocie skorzystają wyłącznie wykonujący pracę o wartości zbliżonej do postulowanej stawki płacy minimalnej, wywalczą na to konto nieznaczną podwyżkę. Wśród protestujących zapewne jest sporo takich ludzi i wychodzi na to, że zachowują się oni strasznie egoistycznie, ale tak naprawdę to po prostu krótkowzroczność i brak jakiejkolwiek głębszej refleksji nad własnymi postulatami. Najlepszym regulatorem jest zawsze rynek. Czy słyszał ktoś, aby inżynierowie albo piloci wywalczyli sobie kiedyś jakieś specjalne płace minimalne? A zna ktoś inżyniera albo pilota, który nie zarabiałby powyżej średniej krajowej? To wszystko, o czym w niniejszym wykładzie mowa, absolutnie nie jest niczym odkrywczym, w USA sprzed stu lat nikt nawet nie zwróciłby uwagi na taki stek banałów. Jak to jest, że we współczesnej Europie jest to w stanie pojąć garstka ludzi?

Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomym, który zwrócił uwagę na jedną rzecz, a mianowicie, jak fenomenalnie opakowanym produktem jest socjalizm - zbiór niezbyt logicznych pomysłów i idei. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza: edukacja za friko, darmowa służba zdrowia, na stare lata emeryturka... I tak dalej, i tak dalej. Co prawda, gdyby pomyśleć choć trochę, dojdzie się do wniosku, że nie ma sensu opłacać państwowego pośrednika, skoro praktycznie wszystko można mieć taniej i na wyższym poziomie bez jego udziału, ale po co myśleć wobec tak pięknej idei? Mając w dodatku praktycznie wszystko "za darmo". No i z 95% ludzi w to wierzy. Wierzyłem i ja, gdy zaczynałem uważnie obserwować życie społeczno-polityczne. Pamiętam jak z uznaniem słuchałem świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego, startującego wówczas w wyborach na urząd prezydenta RP, pokrzykującego o "solidarnej Polsce", i cieszyłem się, że jest na polskiej scenie politycznej taki człowiek. Również i mi idee socjalizmu wydawały się niegdyś niezwykle szlachetne, liberałowie bezduszni, a kapitalizm krwiożerczy. Niegdyś. Wychodzi na to, że socjalizm to bodaj najlepiej opakowany i sprzedany towar w historii ludzkości. W sumie mógłby konkurować chyba z demokracją, ale to już temat na inne opowiadanie.

Socjalizm jest towarem świetnie "sprzedanym", ale niemało osobników zarabia na nim już bez cudzysłowu. Realne pieniądze. Część z nich to ludzie poczciwi i pełni dobrych chęci, zapewne sami święcie wierzący we wszystkie wygłaszane przez siebie bzdury, do tej frakcji zaliczyć trzeba chyba właśnie Piotra Ikonowicza, a część to sporego kalibru cwaniacy, którzy zwietrzyli tu niemałe pieniądze. Bo cóż to za prezes związku zawodowego, który sam zarabia, dzielnie walcząc o płacę minimalną i inne prawa dla uciemiężonego ludu, 20 tysięcy miesięcznie? Jak powiada stara prawda: związek zawodowy reprezentuje interes pracowników w takim samym stopniu jak feministki kobiet. W najmniejszym. Zresztą jest sporo grup społecznych, na których można świetnie zarobić, "walcząc o ich prawa". Innym świetnym przykładem są niepełnosprawni.

To chyba tyle. Nie przychodzi mi na myśl żadna błyskotliwa puenta, więc na zakończenie zasygnalizuję tylko, że za jakiś czas prawdopodobnie ukaże się jeszcze podejmujący podobną tematykę tekst "Liberał Wszechmogący".

1 komentarz: