niedziela, 22 września 2013

Logiczny banał, polityczna utopia

Swego czasu sporo mówiło się o fenomenie ogromnego poparcia dla Janusza Korwina-Mikke w internecie, który następnie, czy to jako kandydat na prezydenta, czy to jako przywódca partii, nie potrafił uzyskać przy urnie wyborczej choćby 5%. Ostatnio raczej się już o tym nie słyszy i słusznie, bo też żaden fenomen to nie był.

Partia taka jak Kongres Nowej Prawicy, muszę sprawić przykrość wszystkim łudzącym się, nigdy nie wygra wyborów. Ani w Polsce, ani w Niemczech, ani we Francji. Szczyt marzeń to 15%. Mniej więcej tyle osób jest w stanie pojąć słuszność prawicowych zasad. Niestety, lata życia w socjalizmie zrobiły swoje. To, co w Ameryce sprzed stu kilkudziesięciu lat było oczywistością, obecnie jest uznawane przez większość za szaleństwo.

Korwin-Mikke często narzeka na ograniczony dostęp do mediów, wielu komentatorów zarzuca mu brak jakiegokolwiek pragmatyzmu i przypomina liczna wpadki. Oczywiście sporo w tym prawdy, tylko trzeba sobie uzmysłowić, że choćby Kongres Nowej Prawicy był traktowany przez reżimową TVP tudzież stacje komercyjne na równi z PO i PIS, a jej prezes był mistrzem politycznego pijaru, to i tak nigdy nie wygra demokratycznych wyborów. Do przekonania nadaje się tylko owe kilkanaście procent. Bo jak może wygrać wybory partia, która mówi człowiekowi leniwemu, że pod jej rządami będzie mu się żyło bardzo źle? Przecież większość ludzi jest leniwa. Jak może uzyskać powszechny poklask ugrupowanie, które zapowiada, że mądry będzie w lepszej sytuacji niż głupi? Przecież jest znacznie więcej ludzi głupich. Jak może wygrać wybory partia, która mówi półmilionowej kaście biurokratów, że pozostawi 2000 urzędników, a całą resztą pozbawi stołków? Jak może zyskać przychylność telewizji publicznej polityk, który nawołuje do jej zamknięcia? Ciężko dziwić się tym wszystkim grupom, że wolą, aby Kongres Nowej Prawicy nigdy nie przejął steru. Leży to po prostu w ich interesie. Jeszcze bardziej rządów prawicy obawia się obecna klasa polityczna, bo lwia jej część w wolnej Polsce trafiłaby po prostu za kratki. Powtórzę zatem raz jeszcze, Janusz Korwin-Mikke, mając dostęp do mediów niemal na wyłączność, i tak przekonałby tylko 15% wyborców. Obecnie, dla przypomnienia, notuje wyniki w przedziale 1%-4%. 

Na zakończenie wróćmy jeszcze do zjawiska zasygnalizowanego na początku, swego czasu określanego mianem swoistego fenomenu, a mianowicie niezwykle wysokiego poparcia dla Janusza Korwina-Mikke w sieci. Rzeczywiście, w internetowych sondażach nierzadko notował imponujące wyniki, nieraz gwarantujące nawet samodzielne rządy, trzeba sobie tylko uzmysłowić, że stała za tym dokładnie ta sama garstka ludzi, która w realnym świecie okazuje się być zaledwie kilkoma procentami wyborców. To nie jest tak, że ktoś w internetowym sondażu kliknie sobie w Korwina-Mikke, a później nie idzie na wybory albo głosuje na tych, którzy "mają szanse". Oczywiście takie osoby też się zdarzają, ale to są raczej jednostkowe przypadki. Po prostu wyborcy prawicowi stanowią kilkadziesiąt procent wśród szperających w czeluściach internetu w poszukiwaniu jakichś informacji ze świata polityki, prawa czy ekonomii, a wśród ogółu chodzących na wybory są już zaledwie trzema procentami. Tyle. Nie od dziś wiadomo, że informacji w internecie poszukuje najinteligentniejszy i najbardziej odpowiedzialny wyborca, który nie wierzy ślepo w przekaz rozmaitych tub propagandowych: TVP, TVN, Gazety Wyborczej, TV Trwam. To właśnie w sieci jest największa szansa na znalezienie czegoś naprawdę niezależnego, informacji i przekazu, których treść nie podlega cenzurze Michnika czy Lisa albo braci Karnowskich. I właśnie głównie ci wyborcy "głosują" w internecie, przy urnie dołączają również ci "telewizyjni".

Wychodzi więc na to, że w obecnych realiach, które zresztą raczej nigdy się nie zmienią, szczytem marzeń jakiejkolwiek partii prawicowej jest przekroczenie progu wyborczego i koalicja. Z kimkolwiek. Może, wykorzystując strach koalicjanta i grożąc zerwaniem koalicji, udałoby się przepchnąć ze 2-3 liberalne ustawy. Niestety, nic więcej nie da się zrobić. Za daleko to wszystko poszło. Nigdy nie będzie państwa bez podatku dochodowego czy przymusu emerytalnego, za to z karą śmierci. Nie będzie wolnej Polski, państwa suwerennego, a nie stanu Unii Europejskiej. W sumie to i tak nie czyni już wielkiej różnicy, skoro za kilkadziesiąt lat ster okrętu o nazwie Europa przejmą muzułmanie. 

Tak, państwo Korwina to utopia. Tak, mają rację ci, którzy tak mówią. Nie jest to jednak utopia z logicznego punktu widzenia, a czysto politycznego. Takiego stanu rzeczy już nigdy nie uda się w Europie wprowadzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz