środa, 11 września 2013

O Kościele słów kilka

Nierzadko słyszy się, czasem nawet z ust ludzi, wydawałoby się, dość kumatych i szczerze zatroskanych sytuacją Kościoła, że ten powinien bardziej otworzyć się, zwłaszcza na ludzi młodych, generalnie zrobić to i tamto, bo wówczas pozyska więcej wiernych.  Abstrahując już od tego, na czym miałoby polegać owo "otwarcie się" i co konkretnie owi myśliciele postulują, trzeba jasno stwierdzić, że taki sposób myślenia zdradza kompletne niezrozumienie istoty i roli Kościoła.

Nie jest celem Kościoła - samo w sobie - pozyskanie za wszelką cenę jak największej liczby wiernych. Jego zadaniem jest zachowanie nienaruszonego depozytu wiary i dotarcie z nim w najdalsze zakątki Ziemi, do każdego. Kościół nie ma prawa depozytu tego zmieniać, naruszać i naginać. Nawet jeśli dzięki temu miałby kogoś pozyskać. Ma ów depozyt przedstawić, zachęcać, namawiać, nawoływać i tyle. Albo się ktoś pisze na to, albo nie. Niby takie oczywiste, ale nie dla wszystkich.

Kolejna kwestia, zahaczająca nieco o tę tematykę, to ekumenizm. Nie sądzicie, że międzywyznaniowy dialog w wydaniu błogosławionego Jana Pawła II nieco zatracił swój pierwotny sens i istotę, którą było jednak przyciągnięcie innych do Kościoła Katolickiego? To właśnie temu miał służyć chyba ów dialog. Tymczasem, oglądając ekumeniczne nabożeństwa w czasie pontyfikatu naszego Wielkiego Rodaka, miało się nieraz wrażenie, że tak naprawdę to wszystko jedno, po której się jest stronie, modli w kościele, synagodze, zborze, czy meczecie, czyta Biblię czy Koran... Jesteśmy razem, jest fajnie, jest dialog. Ale jaki jest jego cel? Żaden? Osobiście zastanawiam się nieraz, czy kiedyś, na Sądzie Ostatecznym, nie będą liczyć się tylko i wyłącznie czyny, a wszystko inne okaże się nieważne, ale stanowisko Kościoła, o ile mi wiadomo, tak jednoznaczne nie jest.

Jeszcze kilka słów o instytucji papieża. Mam wrażenie, iż ludziom wydaje się nieraz, że papież to swoisty światowy mentor, który powinien zajmować się wszelkimi problemami współczesnego świata, a najlepiej je rozwiązywać. Co ciekawe, oczekują tego od kolejnych papieży głównie ci, którzy jednocześnie wrzeszczą, że Kościół nie powinien mieszać się do polityki, ale mniejsza z tym. Papież tymczasem jest głównie od spraw wiary. Ma strzec wspomnianego depozytu wiary. To jest jego podstawowe zadanie, a nie na przykład zabieganie o pokój na świecie. I przez ten pryzmat kolejni papieże powinni być oceniani, jeśli już rościmy sobie prawo do jakiegokolwiek oceniania następców Chrystusa na Ziemi. Nauczanie, encykliki, homilie, konkretne działania... To są kryteria oceny, a nie machanie ręką na Placu Świętego Piotra podczas Audiencji Generalnej, bo na tej podstawie to można oceniać poziom wytresowania małpy w ZOO, albo dobry kontakt z młodzieżą. Świetnie, jeśli to wszystko się uzupełnia i papież potrafi łączyć twarde stanie na straży depozytu wiary z medialnym wizerunkiem spoko gościa, przyjaciela młodzieży i w ogóle. Nie można jednak zapominać, co jest istotą papiestwa, a co tylko dodatkiem.

Cały czas zmierzam w tym wywodzie do osoby Benedykta XVI, bo to właśnie on padł trochę ofiarą niezrozumienia istoty papiestwa i został zapamiętany przez wielu jako papież mało charyzmatyczny, niedostępny i mający słaby kontakt z wiernymi. Kompletnie niepojętym jest dla mnie, jak można w ogóle wypowiadać się na temat Benedykta XVI, nie przeczytawszy uprzednio żadnej jego książki, nie sięgnąwszy po żadną encyklikę, nie pochyliwszy nad żadnym jego wykładem. A prawda jest taka, że to on, jeśli weźmiemy pod uwagę istotę posługi i posłannictwa papieża, a nie mało ważne dodatki, wykonał największą pracę w winnicy Pana. O ile można w ogóle dokonywać takiego wartościowania. Zachęcam zatem do pochylenia się nad nauczaniem Benedykta XVI, bliższego przyjrzenia jego poglądom i działaniom, także tym spoza medialnego zgiełku, bo jest to, moim zdaniem, najświatlejszy umysł naszych czasów.   

1 komentarz: